| fotoblog | mail
2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty | 22.02.2007 :: 13:49 a ja vol.2 Jak dorosnę chcialabym być wielka, a i tak będę wielką biurwą Komentuj (0) 27.02.2007 :: 22:40 Jak to K zrzygał sie w metrze i dlaczego było to wspaniałe. Cały dzień długi jak obślizły może niebieski strunowiec i w jak życie i stwórca życia jak żywiec pomętnym H2O czułem się i brodziłem jak głupi i ale szczęśliwy Wsiadam do metra jadę, jadę, jadę aż w pewnej chwili cios jak w skroń - bo myślę przecież żołądkiem i ból - przed oczami 8 gwiazd i tonę za daleko do unii myśle z tym całym nieporządkiem osuwam się w brudnym wagonie Następna stacja, oby jak najszybciej wyjść, dojść do punktu wyjścia potykam się o próg wkoło pełno krwawych strug, to nie krew to jak pełen zlew pomyj bardziej obrzydliwych niż reszta społeczeństwa bez przepustki wejścia do unii. zmieniłem się ze strunowca w strunę wypluwam strunowce moze niebieskie jak flaga bez dwunastu żołtych gwiazd bo nie jadam nic żółtego odwieczna zasada przez pól życia chciałem siac zgorszenie, teraz tylko zamieszanie, nie urastam do rangi menela dla panien w wieku lat 80, o dziwo jestem struną ale moge być i mesjaszem klaszczą w dłonie zbliżają się do mnie z niesmakiem nic panu sie nie stało? żyjesz młodzieńcze? ćwiczę minę męczennika i naprędce zdzieram z twarzy grymas pedalstwa tak drogie panie, dobrze jestem kimś wiecej niż ich synem czy ojcem mógłbym zedrzeć kolorowe berety z ich glów ratują mnie cierpiętnice padły by mi do stóp gdyby to uratowało mnie przed zbiciem sobie łokcia gdy upadam kolejny raz z brudnych schodów. Na myśl o takiej dobroci żolądek sam wraca do normy w bojaźni bożej wierzga, skryłby sie w ciemności od panien lat 80 akuszerek w czasie wojny nasiąkających z rozkoszą upadkiem i krwią tą, tamtą, zawsze podobną wydzieliną młodego obywatela unii. Komentuj (0) |