| fotoblog | mail
2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty | 24.10.2006 :: 22:55 tak sie zastanawiam czy istnieje tyle zdjęć ile jest słów, a może czy istnieje tyle słów ile jest zdjęć? Na pewno istnieje więcej złych zdjęć od złych słów, i więcej głupich kadrów od głupich gadek. Nie jestem w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Postanowiłam sobie ostatnio że będę oglądać tyle zdjęć ile sie da, tak jak czyta sie tyle słów ile sie da. Ale w jaki sposób odróżnić źródło powiedzmy zdjęciowy SE od "W Poszukiwaniu Straconego Czasu"? czasem nie jestem w stanie poznać jakoś standartu od razu, bo to nie ważne czy sie podoba czy sie nie podoba. W przypadku zdjęć, jak dla mnie-ignoranta, ważne czy dociera czy nie, czy nie poniewiera zmysłu estetycznego ale, no wlaśnie, ale ... ważne jest połączenie tego w sposób zupełnie naturalny. I tutaj nasuneło mi sie pytanie - czy trudniejsze zadanie ma fotograf który musi to połączyć, czy literat/pismak który może skupić sie na przekazie? Zabrałam ostatnio Mańkę na wystawę MAGNUM, ciary mnie przchodzą na myśl o tym że ten "kolektyw"(tak nazwałam agencje po pijaku) został założony przez Bressona a teraz... nie wiem co powiedzieć nawet. Połączyć te dwie rzeczy, pozostając "artystą" pozostając "awangardą" lub pozostając "klasykiem" chyba nie da sie już dziś. Dziś trzeba już być w MAGNUM a wtedy wszystko układa się w spójną całość mimo złej woli twórcy. Komentuj (0) |